Aktualności

Jesteś tu: Home >> Aktualności

Puszczykowianin w Triathlonie Karkonoskim

Relacja Jacka Guziałka ze staru w Triathlonie Karkonowskim

Krótkiej relacji z zawodów zabraknąć nie może. 21.06 stawiłem pierwszy raz czoła tradycyjnej połówce w górach z metą na Śnieżce w Triathlon Karkonoski.

Organizacja trochę inna jak w komercyjnych zawodach ale za to cel do osiągnięcia zupełnie inny. Pobudka 5 rano, szybkie śniadanie i zmierzam w stronę T1, pogoda nie rozpieszcza, deszcz i maksymalnie 8-10 stopni ciepła.

Pojawiają się nawet wątpliwości czy ryzykować zdrowie. 7 rano ubrany w piankę wskakuję do wody która jest wyjątkowo ciepła 17st. 32min zmagań z pływaniem kończę pływanie, deszcz słabnie. W strefie zakładam na siebie wilgotne rzeczy ale nie stanowi to różnicy przez następne 40km pada deszcz. Odpowiedni zestaw i ilość warstw pozwala mi zachować umiarkowane ciepło w tych warunkach.

Pierwsza sytuacja która mogła przekreślić marzenia o mecie to awaria roweru na 5km. Na całe szczęście udaje się ją naprawić z przejeżdżającym innym Supportem. Po paru min siedzę ponownie na rowerze tylko jest małe ale, straciłem dwie największe tarcze z kasety, moja największa tarcza to 21ząbków, co dobrze nie wróży na resztę drogi. Ogarniam w głowie temat jak jechać dalej. Po drodze mijam swój support i na relatywnie płaskim odcinku zwiększam mocno prędkość, mijam kilku zawodników. Zaczynam pierwszy zjazd, miejscami mokro, robi się szybko, kilometry szybko spadają, dojeżdżam do niebezpiecznego miejsca, o którym była mowa na odprawie, jednak zbyt późno zaczynam hamować. Wybija mnie nierówna nawierzchnia i na łuku drogi zaliczam szlif. Zbieram się. Nic się nie stało. Pierwsza myśl, co z rowerem czy można jechać dalej. Po tym upadku zyskuje jedna straconą tarcze, 23 ząbki to tak mało jak na góry. Wskakuję na rower przełamuję strach i do Piechowic lecę tyle ile fabryka da. Połowa za mną, do mety 3 trudne podjazdy, które ciągną się w nieskończoność. Support dzielnie jedzie za mną wspierając mnie. Głośna muza z moimi ulubionymi kawałkami daje dodatkowego powera. Ostatni podjazd do Karpacza Górnego, Kilkanaście kilometrów twardego podjazdu, nogi nie chcą już kręcić. Tętno szybko idzie w górę do niebezpiecznej granicy 95% Maksa.  Wtedy pojawia się głos mówiący "szukaj właściwego tętna". W końcu dojeżdżam do końca drugiego etapu z pozytywnym nastawieniem ze jest całkiem przyzwoicie. Czas roweru 3h20 jestem w tej chwili  9-ty .

Wyjście ze strefy przebiega sprawnie i szybko zaczyna się podbiegiem.  W końcu jesteśmy w górach ! Ale z górki też było ponad 3km. Biegnę w granicach 3:50/km końcówka zbiegu to już walka z nogami które zaczynają boleć. Od 6km jest juz tylko pod górę. W połowie trasy z Anią znajdujemy nawet czas na zdjęcia.  Dalej docieramy do schroniska „Odrodzenie”. Do mety zostaje jakieś 9km. Od tego momentu zaczynają się już prawdziwe schody. Sił coraz mniej bieg czerwonym szlakiem po kamieniach jest męczarnią, każdy krok musisz kontrolować aby nie skręcić nogi. W końcu wyłania się Śnieżka, ale do niej jeszcze ku mojemu zdziwieniu 6km. Ania jako mój support narzuca mi tempo. Jest cały czas przede mną. Dzięki niej podbiegam, gonię ją. Mija mnie dwóch zawodników.  Wyjątkowo nie działa to na mnie demotywująco. Zbliżamy się do celu. Mały zbieg, który nie należy do przyjemności w kierunku Snieżki i ostatnie dwa kilometry pod górę. Wiem ze ani mnie nikt juz nie dogoni ani ja nie dogonię nikogo. Spokojnie krok po kroku zmierzam do celu. Ostatnie dwa km zajmują mi ponad 25min.

Podejście pod Śnieżkę w tym wyścigu to już wisienka na torcie. Na mecie czeka na nas Kornelia z obiecanym piwem-:) Ekstremalnie zmęczony docieram po 6h42 min na metę co dało mi 12 miejsce w Open.

Dzięki Marcin ze mnie tam wysłałeś warto było. Czy za rok tu wrócę, tego nie wiem? Jeżeli tak, to tylko w tym samym składzie.

Dzięki za wsparcie Dziewczyny bez was nie było by tak łatwo:)

Kalendarz imprez sportowych

Zachęcamy Państwa do przesyłania proponowanych terminów zawodów sportowych. Z wyprzedzeniem będziemy mogli przekazać je członkom naszego Towarzystawa...

Polecamy